Nigdy wcześniej nie byłam w Afryce. Kiedy wysiadłam z samolotu po długim, pełnym napięcia dniu, który zaczął się jeszcze w Warszawie, była siódma wieczorem. Nad Afryką właśnie zachodziło słońce. Zmęczona kilkunastoma godzinami podróży, oszołomiona nowym światem, czułam, że to miejsce jest jak ze snu, trochę nierzeczywiste, ale niesamowicie bliskie sercu. To była moja pierwsza podróż po Afryce, wyjątkowa, nieporównywalna z żadnym wcześniejszym doświadczeniem.
HABARI – Dzień dobry!
Uwielbiam podróżować, poznawać ludzi mówiących innymi językami, mających odmienne zwyczaje. Spełniło się moje marzenie o dalekiej podróży. Na krótką chwilę zamieszkałam z Masajami w manyatcie ( chacie). Wysiadłam z autobusu 10 km przed wioską. Stanęłam na pustej drodze. Czerwone światła pojazdu ginęły w oddali. Po drugiej stronie zobaczyłam słabe światełka i ruszyłam wąską ścieżką. Miejsce to leży u podnóża malowniczej góry Meru w otoczeniu wąwozów
i drzew akacjowych. Zamieszkałam w wiejskiej, ubogiej zagrodzie pozbawionej podstawowych wygód. Mea przywitała mnie serdecznie prowadząc do jednej z chatek, przed którą siedziało kilka kobiet. Wymieniając uprzejmości uścisnęłyśmy sobie dłonie. Witały się ze mną, pytały o samopoczucie i patrzyły mi prosto w oczy. Czułam, że nie jest to powierzchowne powitanie. One miały czas na prawdziwe poznawanie ludzi, których spotykają. Była wśród nich mama i siostra mojej znajomej, dzięki której zdecydowałam się na przyjazd. Część domów jest z betonu, a inne stanowią okrągłe lepianki pod strzechą. Układają się w kształt koła. Gaje bananowe otaczają wioskę. Czekam przed prowadzącą na wewnętrzne klepisko furtką w ogrodzeniu, uplecioną z suchych gałęzi krzewów porastających sawannę. Budowa ogrodzenia to zadanie wojowników, natomiast budowa domów to już zadanie kobiet.

Jak poradzić sobie bez zapalniczki

Błaganie o deszcz
Chciałam zatrzymać się tutaj, żyć w takich samych warunkach jak oni i spędzać z nimi każdą chwilę. Chciałam chodzić po wodę, kąpać się w wiadrze, jeść razem posiłki, a nocą żyć w takiej samej ciemności jak oni. Teraz mogę im się przyglądać, podglądać zwyczaje, jeść lokalne potrawy, poznawać i kontemplować ich świat. Życie płynie powoli i spokojnie, a ja poddaję się temu rytmowi. Czas przestał istnieć, a zegarek i kalendarz stały się abstrakcją. Oddycham ich powietrzem i wsłuchuję się w dźwięki, których nie słyszałam nigdy wcześniej.
Podróżując, spotykam wielu przypadkowych ludzi, dla których szczęście człowieka nie zależy od tysięcy przebytych kilometrów. Są szczęśliwi w swoim domu, w swojej małej wiosce. Wiele z tych kontaktów zmienia się potem w długoletnią znajomość.
Fragment książki „Na dachu Afryki” – mojego pamiętnika z wyprawy do Afryki 🙂
