Sybir był dla wielu miejscem wygnania i katorgi. Trudno zatem się dziwić powiedzeniu: ,,Nie podróżuje się na Syberię dla przyjemności”. Jednak pojechałam. Dlaczego? Bo to jedno z najbardziej niedostępnych miejsc na świecie? Region odwiedzany raczej przez osoby, które poszukują ekstremalnych wrażeń? Dzika przyroda i surowy klimat nie czynią zadania łatwym. Moja wyprawa tak naprawdę rozpoczęła się długo przed wylotem. Godziny spędzone na zgłębianiu literatury i powstał projekt. Być może miejsce to wzbudza ambiwalentne uczucia: podziwu lub obawy. Nie daje się poznać inaczej niż od środka.

Lecimy do Irkucka. Wszystko w dole pokryte białą pierzyną. Podróż między ośmioma strefami czasowymi nie jest łatwa. Wylatujemy wieczorem, lecimy prawie 6 godzin, przylatujemy o świcie. Jestem senna i skrajnie zmęczona. Jednak adrenalina z przebywania w tak egzotycznym miejscu dodaje mi skrzydeł.

Pierwsze spojrzenie na Bajkał, to szczególny moment tej wyprawy. Pozostanie w pamięci na zawsze. W Listwiance mieszkam w małym, drewnianym domku odległym od jeziora zaledwie o rzut kamieniem. Z okna widzę białe połacie lodu i kopułę cerkwi.

Postawienie stóp na lodzie jest niezwykłym doświadczeniem. Pod nogami głębia. Na przeciwległym brzegu zachód słońca nad górami Chamar Daban zachwyca barwami. Zapewne kiedy będę już stara i pogrążę się we wspomnieniach, tamten moment wróci do mnie i opowiem o nim każdemu, kto tylko zechce mnie słuchać.

Godzina za godziną płynęły wartko. Patrzyłam dookoła ciesząc się otaczającą mnie przestrzenią. Pozostawione cywilizowane życie wydawało się wówczas dalekie i niedorzeczne. Pogoń za pieniędzmi, bogactwem i sławą była niczym w zestawieniu z otaczającą nas siłą i wolnością. Potrzebujemy naprawdę niewiele. Tymczasem zapychamy przestrzeń niepotrzebnymi rzeczami. Ta choroba współczesnej cywilizacji powoduje coraz większą frustrację. Tym razem poruszamy się poduszkowcem chiwus. Na początek spojrzeliśmy na nigdy nie zamarzające ujście rzeki Angary i obowiązkowo strząsnęliśmy na lód krople nalewki dla Burchana. Kolejne krople dla małej skały szamanki wystającej z wody na Angarze. Na bajkalskim lodzie lepiej z nimi nie zadzierać, a o wypadek nietrudno. Jedziemy wzdłuż Krugobajkalskiej linii kolejowej. Jest jednym z odcinków magistrali transsyberyjskiej. Nasz pojazd, prowadzony ręką kapitana Jewgienija, posuwa się naprzód.

Fragment mojego pamiętnika z wyprawy 🙂